Ks. Stanisław Żytkiewicz zamawia prenumeratę „Nowej Reformy”

Na 32 lata przed rozpoczęciem wojny światowej w Krakowie rozpoczęto wydawanie czasopisma zatytułowanego „Nowa Reforma”. Historycy określają jego profil jako liberalno – demokratyczny. W skład komitetu redakcyjnego wchodził m.in. znany polski poeta Adam Asnyk. Czasopismo przestało się ukazywać dopiero w 1928 roku.

W 1916 roku prenumeratę czasopisma przedłużył na kolejny miesiąc ksiądz Stanisław Żytkiewicz – kapelan 5 pułku piechoty Legionów Polskich. Na formularzu poczty polowej 14 listopada 1916 roku napisał do redakcji czasopisma mieszczącego się w Krakowie przy ul. św. Anny 3. Karta została wysłana za pośrednictwem poczty polowej nr 389, opatrzona dodatkowo stemplem formacyjnym Komendy 5 pułku piechoty. Jak wynika z treści korespondencji ks. Żytkiewicz opłacił prenumeratę przekazem na kwotę 3 koron i 60 halerzy. Prosił jednocześnie o przesyłanie czasopisma do Boguchwały, w której zamierzał przebywać od 17 listopada. Boguchwała w powiecie Rzeszowskim była miejscem urodzenia księdza kapelana.

Żytkiewicz rew-1

Kartę kupiłem na aukcji filatelistycznej organizowanej kilka razy w roku przez duży dom aukcyjny. Wybór tego waloru nie był powodowany tym razem względami filatelistycznymi. Oczywistym faktem dla którego nabyłem kartę była postać jej autora – jednego z bardziej znanych kapelanów Legionów Polskich. Działalność niepodległościową ks. Żytkiewicz rozpoczął jeszcze w czasach seminaryjnych w Przemyślu – był członkiem „Zetu” i założycielem Drużyny Bartoszowej w Boguchwale. W Legionach pełnił funkcje kapelana kolejno w komendzie placu w Krakowie, w VI batalionie 1 pułku piechoty, w 7 pułku piechoty i od września 1916 roku w 5 pułku piechoty. Posługę kapelana kontynuował w Wojsku Polskim w okresie walk z sowietami. Ten niezwykle dzielny człowiek, kawaler orderu Virtuti Militari i Krzyża Walecznych żył w okresie PRL w skrajnej biedzie, nieustannie inwigilowany przez UB. Zmarł w Boguchwale w 1956 roku. Bardziej szczegółowe informacje łatwo znaleźć w książkach i w sieci. Mam satysfakcję, że mogę upublicznić ten mały kawałek historii.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *